Będąc młokosem chodziłem po sklepach i kupowałem saletrę w saszetkach. Nie wiem - może 10..20g jedna saszetka miała? Robiło się z tego bączki i paliło dla hecy na klatce schodowej z cukrem. I jakoś się żyło. Spokojnie.
Kiedyś babcia mówi - przyjedź na działkę i przywieź mi przy okazji z ogrodniczego nasiona bratków czy czegoś tam. Nie pamiętam. Zajeżdżam do ogrodniczego swoim ekstra jubilatem malowanym ręcznie pędzlem. Wchodzę do środka. Paczę... A że małomówny byłem, to tak stałem i paczyłem dobre kilka chwil... A przede mną w skrzynkach leżą woreczki z białym czymś. Bałem się zapytać kierownika, z uwagi na wspomnianą małomówność, nieśmiałość. Zbliżyłem się ostrożnie. Czytam na etykiecie i mi szczena opadła. To naprawdę były długie chwile. Nie widziałem nigdy takiej ilości. Nie, to nie możliwe - pomyślałem. Zaraz - potasu czy sodu? Która to ta właściwa? Wątpliwości były

Nie pamiętam dokładnie myśli, ale to był jakiś obłęd. Zdobyłem się na odwagę i pytam - po ile to to? A kierownik mówi, że po tyle i tyle. Wyszedłem ze sklepu kużwa sztywny jakby mi stalową rurę fi 40 zamiast kręgosłupa wstawili. Później mało nie zabiłem na rowerze. Nawet nie pytałem ile kg jest w worku.
Pognałem z powrotem na drugą stronę miasta po kasę. Pamiętam jak dziś, że to było gorące popołudnie. Babcia czekała na działce i się tego dnia nie doczekała. A ja w domu w piwnicy koszyk do roweru mocowałem, żeby zdążyć przed 17:00, przed zamknięciem sklepu. Wpadłem z powrotem do sklepu i 3 worki kupiłem. No i wtedy się zaczęło... Za cenę nie wiem, 10 saszetek, miałem 3 coś chyba tak 5 kilowe worki

Siedziałem potem z moździerzem i to tłukłem godzinami w jesienne wieczory z bananem na gębie
PS. Fajny ten film z linku. Z tej zakupionej saletry nigdy nie udało mi się zrobić prochu czarnego. Palił się właśnie jak taka saletra z cukrem. Wolno, mozolnie, nieregularnie. Że też nie wpadłem na pomysł i jak lali asfalt przed blokiem, to tego pod walec nie wrzuciłem
