Przepraszam że odpowiadam tak późno, ale nie zaznaczyłem sobie "powiadom mnie o odpowiedzi".
Pod procesorem widzę kostkę w obudowie QFN. Tuż obok masz idące wzdłuż złącze. Takie złącze bardzo usztywnia płytkę i ewentualne naprężenia będą kumulowały się właśnie za złączem na tym układzie mającym zerową sprężystość. Sugerowałbym schowanie go za obrys złącza tak aby był chroniony przez nie.
"za obrys złącza" tzn. w którym miejscu?
Użyłem trochę złego słowa. Chodzi o to że jeżeli będziemy wyginać gołą płytkę to odkształci się tak samo na całej długości, bo odporność na zginanie zależy od wysokości w zginanej płaszczyźnie (grubości laminatu). Jeżeli w jakimś miejscu będzie miała złącze, to wysokość płytki nada jej sztywność w tym miejscu. Załóżmy że mamy 5cm płytki, 2 cm złacza montowanego wzdłuż płaszczyzny zginania i znów 5cm gołej płytki. Zginając ją wygnie się tam gdzie jest pusta a tam gdzie jest złącze pracujące jako dodatkowe wzmocnienie najprawdopodobniej nie wygnie się, albo wygnie minimalnie. Ten właśnie fragment płytki za złączem jest idealny do montażu delikatnych elementów.
Jedno złącze + włącznik to zasilanie. Do dwóch kolejnych złączy dołącza się zapalniki, które dołącza się na krótko przed startem. Kolejne złącze jest na dodatkowe wejścia analogowe/cyfrowe, również śrubowe ze względu na łatwość dołączenia jakiegoś czujnika. Kolejne złącze jest do debuggingu - OK, to wykorzystuję głównie ja i to mogą być pady do połączeń lutowanych. Dalej jest złącze na termistor do pomiaru temperatury w jakimś odleglejszym miejscu.
Są jeszcze dwa złącza goldpinowe - złącze do programatora oraz złącze do zewnętrznej dodatkowej płytki (Hmm, chyba mógłbym je zintegrować w jedno 8-pinowe złącze.). Złącze do programatora mógłbym zmienić również na połączenie lutowane (w części płytek projektowanych przeze mnie tak robię), ale myślałem również o tym, żeby móc łatwo uaktualnić oprogramowanie (przychodzi ktoś do mnie na zlocie modelarzy z rejestratorem, podpinam programator, 10 sekund i już program uaktualniony; do połączenia lutowanego musiałbym nosić ze sobą lutownicę i trwało by to znacznie dłużej).
Integracja kilku złącz w jedno nie zawsze jest najszczęśliwszym pomysłem. Rozważ może złącze lutowane powierzchniowo gdzieś od spodu. W swoim egzemplarzu rozwojowym będziesz miał dostęp do debugowania a klientom nie musisz tego lutować. Złącze lutowane powierzchniowo jest słabe mechanicznie, ale też nie zajmuje obu stron płytki, na drugiej warstwie można ciągnąć ścieżki.
Co do złącza programującego, to spotyka się rozwiązania ze złączami krawędziowymi, albo padami do szpilek testowych (takich złoconych ze sprężynkami w środku, do kupienia w Semiconie). Jeden z moich projektów mający super małą płytkę (9x10mm) ma takie złącze do programowania, bo nic większego się nie mieściło. Takie złącze nic nie kosztuje w produkcji a użytkownikowi i tak nie jest potrzebne.
Bardzo irytuje mnie ten wielki kondensator elektrolityczny na środku.
Niestety w kondensatorze elektrolitycznym magazynowana jest energia do wyzwolenia zapalników - jest to kondensator o pojemności 4,7 mF. Wystarcza on na jednoczesne wyzwolenie dwóch zapalników,
Ktoś wczesniej w wątku pisał o stosowaniu wydajniejszych źródeł zasilania. Może zamiast kondensatora i paluszków warto wozić LiPola?
Wcześniej była dyskusja o dostępności i ładowaniu. Moim zdaniem nie są to jakieś krytyczne argumenty. W sklepach modelarskich jest bardzo duży wybór ogniw i pakietów litowych. Jest też dużo ładowarek modelarskich zasilanych z 12V. Pewnie większość ludzi i tak jedzie na strzelanie samochodem, więc wozi ze sobą źródło prądu. Pakiety litowe ładują się szybko. Ładowarka też jest prosta, bo proces ładowania to najpierw utrzymywanie stałego prądu a potem stałego napięcia. W warunkach biurowych swoje pakiety ładuję zasilaczem laboratoryjnym, bo akurat stoi na biurku a nie chce mi się wyciągać ładowarki.
Przede wszystkim LiPole oprócz dużej wydajności prądowej mają dużo większą gęstość energii w przeliczeniu na masę niż jakiekolwiek inne ogniwa a chyba każdemu zależy na jak najmniejszej masie wynoszonej w górę.